Harpagan to jedna z tych imprez o których słyszeli nawet Ci, którzy w piesze maratony na orientację się nie bawią na co dzień i jak się okazuje ma to swoje przełożenie na frekwencję. W tym roku zapisało się ponad 1100 zawodników, z czego na naszej trasie – pieszej 50′tce wystartowało aż 213 osób.
Nauczeni doświadczeniem poprzednich zawodów (szczególnie wyników na Róży Wiatrów) ostrożnie założyliśmy z Jędrkiem swoje cele – pierwsza 50′tka – dobrze, pierwsza 30′tka – bardzo dobrze. Obawialiśmy się tego, że przy ponad 200 zawodnikach na odcinku około 50km i obowiązkowej kolejności odnajdywania punktów będzie taki tłok, że o nawigacji nie będzie mowy. Wówczas głos zabiorą “maratończycy” którzy wypchną wszystkich nawigatorów z nieco mniejszą kondycją z pierwszej 30′tki.
Przed startem spotykam całą “paczkę”. Jędrek przyjechał z Poznaniakami, jest Marcin Krasoń, pojawił się nawet Bernard który mimo kontuzji kolana postanowił chociaż przejść całą trasę (co mu się udało!). Jednym słowem – jest dobrze.
Krótkie przygotowania, mapy i start. Początek biegniemy w trójkę z Jędrkiem i Marcinem, ale dość szybko się od nich odłączam. Założenie jest takie że mniej więcej przy 3-4 punkcie Marcin mnie dogoni i będzie mnie miał kto motywować do dalszego biegu – inaczej odpłynę i resztę trasy przejdę.

